Wprowadzanie porównań

Wprowadzanie porównań, szczególnie gdy sytuacje z różnych względów są nieporównywalne, drażni i ro­dzi sprzeciw. Nie przynosi również pożądanych rezul­tatów wychowanie, w trakcie którego daje się dziecku do zrozumienia, że jest gorsze, że w lepszych warun­kach stać go na mniej, że sprawia tylko zawody, roz­czarowuje. Takie postawy rodziców dostrzega się w niektórych rodzinach. One to rodzą niepożądane za­chowania i sytuacje wśród młodzieży. Nie ma zjawisk wśród młodzieży, które nie wiązałyby się w jakiś sposób ze światem dorosłych. Niekiedy te związki mają charakter bardzo złożony i trudno je ustalić wprost bez wnikliwej wieloaspektowej analizy. Alkoholizm, narkomania czy przestępczość występują również wśród dorosłych. W postawach niektórych osób tkwi źródło przyjętego przez tak zwanych gitowców podziału ludzi na „frajerów” i tych „mądrych”, „silnych”. Oni nadali jedynie zjawisku kształt dosto­sowany do możliwości i wyobraźni nastolatków, cho­ciaż pewne stosowane metody znęcania się nad słab­szymi nie są oryginalne. Analiza środowisk rodzinnych młodzieży, którą cha­rakteryzują wymienione cechy i reakcje, dostarcza wielu informacji dotyczących funkcjonowania tych ro­dzin, postaw rodziców lub dorosłych z szerszego oto­czenia. U podstaw różnego rodzaju niepożądanych manifesta­cji ze strony młodzieży tkwi silnie odczuwana potrzeba zaakcentowania własnego istnienia, siebie, swojej od­rębności. Niedojrzałość oraz presja trudnej sytuacji osobistej powodują dokonywanie wyboru tego, co jest w zasięgu ręki, najłatwiejsze, dające chociaż złudzenie wyjścia z impasu. Mamy dzieciom za złe, że sięgają po to, co najłatwiejsze, że uciekają od swoich trudno­ści. Czy jednak człowiek dorosły nigdy tego nie robi, jeżeli zaczyna mu brakować sił lub nie widzi dla sie­bie innych możliwości? Czy sami w procesie wychowa­nia nie uciekamy się także do środków nie tylko łat­wych, ale i prymitywnych, na przykład zamiast szu­kać przyczyn trudności i niepowodzeń dziecka sprawia­my mu „solidne lanie” lub robimy awanturę, w trak­cie której wymawiamy mu wszystko, co dla niego zro­biliśmy, kreślimy ponurą wizję jego przyszłości? Uciekanie się do sposobów „łatwych” w różnych ży­ciowych sytuacjach stanowi mechanizm dość powsze­chnie stosowany i ma swoje różne uzasadnienia, cho­ciaż nie należy do środków pożądanych i skutecznych, przynajmniej w dziedzinie wychowania. Toteż wycho­wawcy wiedząc o tym i zdając sobie sprawę z kon­sekwencji tego rodzaju zabiegów muszą umieć w spo­sób rozważny przeciwdziałać powstawaniu sytuacji szkodliwych dla całego procesu rozwoju i wychowa­nia. Jedną z podstawowych zasad działania jest dąże­nie do przywrócenia równowagi między uwidaczniają­cą się postawą wychowanka, jego trudnościami i moż­liwościami ich stopniowego pokonywania. Powinni oni również mieć na uwadze to, że odwrócenie się dziecka od domu i szkoły wynika z silnie odczuwanej potrzeby oparcia w jakimś innym środowisku, grupie, która go zaakceptuje. Kierują go w tę stronę między innymi konflikty z dorosłymi, ich ciągłe pretensje. W nowej grupie szuka możliwości rozładowania napięć i cho­ciażby pozornego potwierdzenia swojej wartości. Cza­sami wystarcza sama świadomość, że jest się człon­kiem zbiorowości, która czemuś się przeciwstawia. Sam przedmiot sprzeciwu jest już często mniej isto­tny. Zdobyte doświadczenie może utwierdzać dziecko w przekonaniu, że na dorosłych nie należy liczyć. De­magogią są apele o zwracanie się ze wszystkim do ro­dziców czy nauczycieli, jeżeli praktyka wskazuje, że nie można się do nich zwracać, ponieważ albo tego nie chcą, albo nie potrafią podjąć rozmowy i nadać jej spokojnego, rzeczowego charakteru. Nie chodzi tu o „głaskanie”, rozczulanie się, pocieszanie czy litowanie się. Rzecz także nie w zmniejszaniu wymagań, jeżeli wiadomo na pewno, że są na miarę dziecka. Potrzebna jest właśnie spokojna, rzeczowa rozmowa, taka, jaką my dorośli chcielibyśmy odbyć z kimś, kto miałby nam służyć radą. Wielu błędów uniknąłby niejeden dorosły człowiek, gdyby w swoich „szczenięcych latach” mógł zwrócić się ze wszystkimi problemami do rodziców. Wchodził­by w życie wzbogacony o ich doświadczenia, ich ży­ciową mądrość. Większość niepowodzeń i „przegra­nych” dorosłych ma swoje źródła we wczesnych la­tach życia. Czas zaciera niektóre wspomnienia, obrazy nakładają się na siebie, skraca się dystans do wielu spraw, tym niemniej w świadomości tkwi przekonanie wyrażone w cytowanym już powiedzeniu Goethego „wszystko ułożyłoby się znakomicie, gdyby można było rzecz powtórzyć”. Prawdziwym szczęściem dziecka w rodzinie jest ta wła­śnie możność odwoływania się do rodziców zawsze wtedy, kiedy jego dziecięcy, a potem młodzieńczy świat zaczyna się chwiać, kiedy gromadzą się nad nim chmury. Na nic się zdają wszelkie materialne wyrazy uczuć rodzicielskich, jeżeli nie są oni pierwszymi, najwier­niejszymi, mądrymi i wymagającymi przyjaciółmi. Z tej przyjaźni wynika tak potrzebny autorytet, praw­dziwy autorytet

Powiązane wpisy