„Szczęśliwe dzieciństwo”

„Szczęśliwe dzieciństwo” utożsamia się w takich przy­padkach z „wolnością”, która zresztą szybko prze­kształca się w samowolę i staje się źródłem licznych kłopotów i trudności dziecka w środowisku pozaro­dzinnym. Z czasem dom także zaczyna reagować, ale na ogół dopiero wtedy, gdy dziecko zbytnio dorosłym przeszkadza lub staje się szczególnie kłopotliwe. Rodzice, którzy sami należeli do tak zwanych trud­nych dzieci i z perspektywy czasu mogą ocenić kon­sekwencje różnych własnych „wybryków”, wprowa­dzają do wychowania dzieci nadmiar zakazów i rygo­rów, są bardzo surowi, nieufni, podejrzliwi. Przenosi się na dziecko własne dawne wady czy braki w wy­chowaniu i dla jego „dobra” wprowadza się domowy „reżim”. Niekiedy w sposób całkowicie bezrefleksyjny przenosi się wzory wychowania wyniesione z domu rodziciel­skiego na własną rodzinę. W zmienionych warunkach życia mogą one również nie przylegać do rzeczywisto­ści. Z podanych przykładów wynika, że wprowadzanie do życia rodzinnego elementów, które są niejako odwrot­nością własnych doświadczeń lub biernym powiela­niem wzorów utrwalonych w świadomości,- nie tylko niczego nie zabezpiecza, ale tworzy nowe trudne sy­tuacje. Drugim bogatym źródłem doświadczeń rodziców jest okres ich dorosłości i wszystkie towarzyszące mu sy­tuacje. Doznane zawody i rozczarowania rodzą potrze­bę uchronienia przed nimi własnych dzieci. Intencje dobre, ale nie one decydują o jakości procesu wycho­wania i jego wynikach. Tu liczą się cele wychowania i służące ich realizacji właściwie dobrane środki pe­dagogicznego oddziaływania na młode pokolenie. W omawianej dziedzinie obserwuje się ogromną różno­rodność zjawisk. Mogą one dotyczyć koncepcji życia i stosunku do wartości, mogą dotyczyć spraw bardziej szczegółowych jak stosunek do ludzi, do płci przeciw­nej, do takich instytucji jak małżeństwo, rodzina. Je­żeli kogoś różne formy społecznego angażowania się rozczarowały, usiłuje niekiedy skoncentrować całą uwagę dzieci na sprawach wymiernych, konkretnych, dających człowiekowi bezpośrednią korzyść. Tym dąże­niom towarzyszy wpajanie instrumentalnego traktowa­nia wszelkich spraw. Mówiąc prościej — liczy się tyl­ko to, z czego jest korzyść osobista. Nie zawsze doświadczenia rodziców wiążą się z rozcza­rowaniami osobistymi. Może to być również próba przekazywania stosunku do życia ukształtowanego we własnym domu rodzinnym. Od własnych rodziców przejęło się pewien sposób myślenia o życiu i o tym, co się w nim liczy. Osobiste doświadczenia, własny w ciągu wielu lat rozwój indywidualny, edukacja, jakiej było się poddawanym, w niczym nie naruszyły sche­matu przyjętego w okresie wczesnej młodości. Na specjalną uwagę zasługuje wpływ doświadczeń do­rosłych na kształtowanie się u dzieci stosunku do lu­dzi. Banałem jest stwierdzenie, że są wśród nich war­tościowi, uczciwi, a także są ci „inni”. Nikt nigdy nie usiłował ująć tych proporcji statystycznie i nie bez przyczyny. Problem nie do rozwiązania od strony me­todologicznej. Jednak każdy człowiek ma w tej kwes­tii własne zdanie, w którym warstwa subiektywizmu jest niewątpliwie duża. Takie doświadczenia, jak już mówiliśmy, wcześnie zdobywają dzieci i młodzież. Dla nich jednak ważna jest sprawa ogólniejsza, mianowicie: jacy są ludzie w ogóle, jak ukształtować do nich swój stosunek, jak z nimi współżyć, aby nie czuć się zagrożonym lub nara­żonym na rozczarowania. Przed takimi problemami staje każde młode pokolenie. Jeżeli dom stara się wpoić nieufność do ludzi, to albo jest ona przejmowa­na i deformuje życiową postawę najpierw bardzo mło­dego człowieka, a potem już dorosłego, albo też jest odrzucana generalnie, co w rezultacie rodzi łatwo­wierność, nie sprzyja wyrobieniu sobie _ właściwego sądu o ludziach, naraża na pomyłki i rozczarowania, często poważne w konsekwencjach. Każda skrajność jest szkodliwa i nie tylko przed ni­czym nie chroni, ale już na początku drogi młodego pokolenia wyznacza jednostronny kierunek nastawień. Zadaniem rodziców jest uczenie dzieci rozumienia lu­dzi i ich obiektywnego oceniania. Za „własną naukę” w tej dziedzinie — a przez taki „kurs” każdy człowiek przechodzi, tylko jedni są przygotowani dobrze, a in­ni źle — płaci się często bardzo wysoką cenę. Osobis­te doświadczenia dorosłych powinny 6tanowić czyn­nik wzbogacający ich działalność wychowawczą, a nie jednostronnie determinujący. Każde pokolenie żyje w innych warunkach, w kręgu innych problemów, zmie­niają się także motywy działania ludzi, ich dążenia i życiowe nastawienia. Ma to duży wpływ na dobre lub złe stosunki międzyludzkie, toteż mechaniczne przenoszenie jakichkolwiek uogólnionych opinii nie ma racji bytu.

Powiązane wpisy