Nadkompensacja

Nadkompensacja w zaspokajaniu potrzeb materialnych ma wielorakie ujemne skutki. Dziecko utwierdza się w mniemaniu, że wiele mu się należy i to bez żadnego związku z jego postawą, stosunkiem do rodziny oraz innych pozarodzinnych obowiązków. Od rodziców ta­ka postawa wymaga poważnego wysiłku, niekiedy oso­bistych wyrzeczeń. Chciałoby się jednak coś z tego mieć także dla siebie (ten mechanizm nie zawsze jest uświadamiany lub odrzuca się taką myśl, aby obro­nić bezinteresowny charakter świadczeń na rzecz dziec­ka). Toteż dorośli czują się zawiedzeni i rozgoryczeni, jeżeli dziecko sprawia kłopoty. Niejednokrotnie zakłada się, że skoro daje się dziecku „wszystko”, powinno ono czuć się zobowiązane do nie-przysparzania kłopotów, nienarażania na przykrości, niezawodzenia pokładanych w nim nadziei. Nie bierze się pod uwagę tego, że warunki materialne stanowią jedynie oprawę życia dziecka i nie mogą zastąpić przemyślanych działań wychowawczych, nie mogą wy­równać braku uzdolnień czy skutków występujących u dziecka defektów natury organicznej. Brak rozróżnienia tych istotnych, a przecież zupełnie różnych spraw powoduje, że w miarę dorastania dzieci między nimi i rodzicami powstaje niekiedy wiele nie­porozumień, wzajemnego niezadowolenia i pretensji. Zjawisko nadkompensacji w zaspokajaniu potrzeb ma­terialnych, dostrzegane już w pierwszych kilkunastu latach powojennych, zwykło się wiązać z intensyw­nym procesem przemian społecznych we wszystkich dziedzinach życia. Uważano, że nadmierna koncentra­cja uwagi na zaspokajaniu potrzeb materialnych naj­młodszego pokolenia wynika głównie z silnie odczu­wanej przez dorosłych potrzeby wyrównania braków, jakie występowały w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości samych rodziców. Sądzono, że w miarę sta­bilizacji życia zaczną przeważać względy natury racjo­nalnej. Jednak te oczekiwania nie spełniły się z przyczyn, o których była mowa. Nadal utrzymuje się prze­konanie, że dobrzy rodzice to ci, którzy wiele dają w materialnym tego słowa znaczeniu. W rozmowach na te tematy można spotkać się z argu­mentami, że jest to w końcu prywatna sprawa rodzi­ców, to oni dają i nikogo nie powinno obchodzić, jaką za to płacą cenę. Niekiedy dodaje się, że „wi­docznie ich na to stać” oraz że „są granice ingerowa­nia w prywatne sprawy rodziny”. Zwracanie uwagi na nieprawidłowości występujące w procesie wychowania dzieci i młodzieży nie jest inge­rowaniem w prywatne sprawy rodziny w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wiadomo, że dorośli i tak po­stąpią w sposób najbardziej z różnych względów im odpowiadający.

Powiązane wpisy