Błędy w pracy wychowawczej nauczyciela

Błędy w pracy wy­chowawczej nauczyciela czy całego grona pedagogicznego niewątpliwie także przyczyniają się do powsta­wania sytuacji nieprawidłowych. Wszędzie tam, gdzie dorośli sami nie przestrzegają podstawowych zasad prawidłowego postępowania wy­chowawczego, konsekwencje spadają na wychowanka. Konfrontując ważne dla życia całego społeczeństwa po­stulaty z „ich realizacją, a także to, co zalecamy dzie­ciom i młodzieży jako obowiązujące formy zachowa­nia z dostrzeganymi wzorami zachowań dorosłych mo­żna niekiedy powiedzieć, że stosuje się jak gdyby dwie różne taryfy: ulgową dla starszej części społeczeń­stwa i wyższą dla młodego pokolenia. Taki sposób ujmowania problemu rodzi z reguły sprzeciw ze strony dorosłych. Pojawiają się różne ar­gumenty usprawiedliwiające i tłumaczące starszych. Zaczyna się eksponować własne starania o zapewnie­nie dzieciom warunków życia i rozwoju, wysiłek wło­żony w stworzenie wspólnej egzystencji, zmęczenie… Pojawiają się głosy protestu, że w końcu dorosłym wolno więcej, nie należy porównywać tych, którzy już czegoś dokonali, z tymi, którzy dopiero będą mogli pokazać, na co ich stać. Tam, gdzie dyskusja schodzi na płaszczyznę porównań i wyważania, komu co wolno, a komu nie — dialog urywa się, bowiem nie w tym tkwi istota rzeczy. Inny jest zakres praw i obowiązków dorosłych, a inny dzie­ci i młodzieży. Natomiast stosunek do wartości prze­kazywanych w procesie wychowania i socjalizacji nie może być odmienny, jeżeli chcemy, aby młode pokole­nie przyjęło je jako własne. Są to sprawy często bar­dzo złożone, a przykładów sytuacji, w których sami przekreślamy nasze starania i oczekiwania, przyta­czać można wiele. W każdym takim przypadku wy­stępuje zjawisko odwzorowania zachowań dorosłych bez względu na to, jak często podkreślamy słuszność innego postępowania. Rodzice nie wpoją dziecku szacunku do siebie, jeżeli będą lekceważyli własnych rodziców, jeżeli ich włas­ne stosunki będą nacechowane pogardą, poniżaniem się, dyskwalifikowaniem. Można zmusić dziecko do podporządkowania się, nie jest to jednak równoznacz­ne z szacunkiem. W miarę dorastania i uniezależniania się od rodziców elementy lekceważenia ich będą pojawiać się coraz częściej i wyraźniej. Nie można wpoić dziecku zasad kulturalnego zacho­wania nie przestrzegając ich samemu w stosunkach wewnątrzrodzinnych, w kontaktach z innymi ludźmi. Nie rozwiniemy u dziecka takich cech, jak życzliwość, uczynność, gotowość do bezinteresownych świadczeń na -rzecz innych ludzi, jeżeli motywy naszego działa­nia będą miały charakter wyrachowany, a nasz sto­sunek do otoczenia będzie nieprzyjazny lub wrogi. Do­rosłe dziecko swoje wyrachowanie przenosi na ogół również na rodziców. Bywa, że postawa dzieci pod wpływem innych oddzia­ływań wychowawczych lub też własnej pracy nad so­bą, własnych wyborów kształtuje się prawidłowo z moralnego i społecznego punktu widzenia, że stają się one lepsze, bardziej wartościowe od rodziców. Wówczas na ogół rozluźniają się więzi rodzinne, dzie­cko coraz bardziej oddala się psychicznie od swoich najbliższych, traci z nimi kontakt intelektualny. Wychowanie w rodzinie określa się niekiedy w litera­turze jako działalność o charakterze żywiołowym, spontanicznym. W wielu środowiskach rodzinnych tak właśnie przebiega proces kształtowania osobowości dzieci. Przemyślaną koncepcję wychowania zastępują okazjonalne pouczenia lub w przypadku pojawiają­cych się trudności czy kłopotów — moralizowanie, wymierzanie kar itp. Wówczas na ogół nie bierze się pod uwagę tego, że dziecko albo nie umie postępować inaczej, ponieważ nie nauczono go tego, albo w dro­dze naśladownictwa przejęło ono niepożądane wzory zachowań. Ten drugi aspekt jest często uwzględniany, jednak niemal wyłącznie w kontekście negatywnych oddziały­wań rówieśników. Nie bierze się pod uwagę faktu, że dorośli z najbliższego otoczenia mogli odegrać tu znaczącą rolę (taką rolę negatywną odegrali najpra­wdopodobniej w przypadku owych kolegów dziecka). Dziecko w miarę dorastania rozszerza krąg swoich kontaktów z innymi ludźmi i będzie się stykało z róż­nymi postawami.

Powiązane wpisy